panacea.pl

:: Zielnik Stanisława Wyspiańskiego
Panacea Nr 1 (22), styczeń - marzec 2008, strony: 32-34


Zielnik Stanisława Wyspiańskiego

Autoportret - rok 1902

Dokładnie w setną rocznicę śmierci Stanisława Wyspiańskiego (*15 I 1869 - 28 XI 1907) odbyła się w Teatrze Słowackiego w Krakowie prezentacja widowiska Zaduszki-Wyspiański. To była jedna z kulminacyjnych imprez, poświęconych wizjonerowi i geniuszowi polskiej sztuki, w ramach festiwalu Wyspiański 2007. Prof. Jacek Popiel przypomniał w programie, że Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, przekonany o szczególnym znaczeniu dorobku artystycznego autora Wesela dla dziedzictwa narodowego i światowego, ogłosił rok 2007 Rokiem Stanisława Wyspiańskiego. Wyspiański był przede wszystkim k rakowianinem. Tu się urodził, pracował. Tu zawsze powracał i tu zmarł. Spoczywa w krypcie na Skałce, w grobach zasłużonych Polaków. Przedsięwzięć poświęconych Wyspiańskiemu było w mijającym roku wiele. Najwięcej w Krakowie. Zaczęło się od uroczystego otwarcia wystawy Zielnik Wyspiańskiego w jego muzeum, które jest oddziałem Muzeum Narodowego. Goście przybywający do Krakowa mogli już na dworcu PKP podziwiać wystawę projektów witraży artysty. One też były inspiracją do widowiska Poezja witraży, z udziałem Andrzeja Seweryna, oraz koncertu i konkursu kompozytorskiego Muzyka witraży. W plenerze krakowskich Plantów odbyła się wystawa reprintów dzieł plastycznych mistrza. Dla podkreślenia zainteresowania Wyspiańskiego sztuką japońską, Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha przygotowało wystawę Japonizm polski - Stanisław Wyspiański. Wśród imprez były też przedstawienia teatralne, warsztaty, prezentacje inscenizacji dramatów i utworów Wyspiańskiego. Obejrzeliśmy filmy i spektakle Wajdy i Swinarskiego. Koncert inauguracyjny Wyspiański według Koniecznego wykonała Narodowa Orkiestra Symfoniczna PR w Katowicach, prezentując dzieła Zygmunta Koniecznego, wybitnego artysty, związanego z krakowską Piwnicą pod Baranami. Spośród wystaw nie można pominąć tej przygotowanej przez Muzeum Narodowe w Krakowie - Stanisława Wyspiańskiego Teatr Ogromny, otwartej w wigilię rocznicy śmierci artysty. Dodajmy jeszcze kameralne Osadzenie chochoła w Bronowicach. Radni Miasta Krakowa nadali imię Stanisława Wyspiańskiego Sali Obrad Rady Miasta. Przypomnieli, że artysta przez jedną kadencję był radnym Krakowa. Na Roku Wyspiańskiego festiwal się nie kończy. Galeria sztuki współczesnej Bunkier Sztuki przygotowuje na 2008 rok wystawę Nasz kolega Wyspiański.

Zielnik
Gdyby Wyspiański żył dzisiaj, z pewnością mógłby być rysownikiem i ilustratorem w dowolnym wydawnictwie, publikującym np. atlasy botaniczne. Byłby ilustratorem doskonałym. Dowodzi tego choćby wspomniana wystawa Zielnik Wyspiańskiego. Gdyby się trzymać ściśle nomenklatury botanicznej, dzieło mistrza nie jest klasycznym zielnikiem, przedstawiającym arkusze z zasuszonymi roślinami. Są to raczej rysunki w szkicowniku. Prawdopodobnie wszystkie karty Zielnika stanowiły określoną całość, były bowiem nazywane brulionem. Rysunki roślin wykonywał Wyspiański w najbliższych okolicach miasta - na krakowskich Bielanach, gdzie bywał szczególnie często, w wąwozach Panieńskich Skał, na nadwiślańskich łąkach, w Przegorzałach, Górze Bronisławy nad Wisłą, Grotach Twardowskiego w Zabierzowie, w Zwierzyńcu. Czasem kierował się w stronę Mogiły, gdzie "za rogatką" znajdował ukochane dziewanny. Zdarzały mu się także dalsze wypady: do Wadowic, Kalwarii Zebrzydowskiej czy Barwałdu. Artysta eksplorował zróżnicowane siedliska w poszukiwaniu różnych roślin, przyrodniczych skarbów. Penetrował lasy, łąki, suche murawy, torfowiska, bliżej nieokreślone bagna nad Wisłą i wody. Czasem kierował swe kroki do krakowskich ogrodów, np. Ogrodu Dominikanów czy Ogrodu Botanicznego UJ. Rysowanie w terenie nie wystarczało. Wielokrotnie przynosił do domu całe pęki i wiązanki żywych roślin, aby je później rysować. W terenie notował niektóre szczegóły wizerunku tych roślin, np. kolor kwiatów. Rysując rośliny atrakcyjne, o rzadkiej piękności, nie unikał też jednak zwykłych chwastów, jak chaber bławatek, kąkol, lub pospolitych roślin ruderalnych, towarzyszących człowiekowi w centrum miasta, np. w pobliżu Smoczej Jamy czy na Plantach.

Genius loci
Skąd u artysty takie zainteresowanie przyrodą? Do czego potrzebował rysunków, które powstały w ciągu kilku letnich miesięcy 1896 roku? Być może odpowiedzi należy szukać w dzieciństwie artysty. Wizyty w Ogrodzie Botanicznym, z ojcem Franciszkiem, mogły być źródłem późniejszego zainteresowania przyrodą. Ojciec wykonał dla Ogrodu Botanicznego UJ popiersie wieńczące pomnik Józefa Warszewicza, który możemy do dzisiaj podziwiać wśród roślinności ogrodu. Stanisław znał zapewne wiersz Wincentego Pola, wyryty na cokole pomnika, poświęcony Warszewiczowi - łowcy egzotycznych roślin. Przy okazji wizyt w ogrodzie, mógł podziwiać wspaniałe zbiory egzotycznych roślin. Być może poznał też słynny przewodnik do oznaczania roślin, z rysunkami, który stworzył inny znany botanik, Rostafiński. W tym czasie nauka o roślinach, czyli botanika, przeżywała w Krakowie wspaniały rozkwit. Wpływ na przyrodnicze zainteresowania Wyspiańskiego miała też sama lokalizacja Krakowa, miasta wyjątkowego dla artysty, przyrodnika, historyka, architekta. Już samo położenie geograficzne Krakowa - między wapiennymi skałkami Jury, wzniesieniami Pogórza Karpackiego i w dolinie Wisły - stwarza możliwość obserwowania wielu gatunków roślin, w ogromnej rozmaitości siedlisk.

Jakie to rozmowne kwiaty...
Wszystko to znajdzie później odbicie w Zielniku. Większość spośród rysunków artysty charakteryzuje się wiernymi przedstawieniami roślinnych obiektów. Niektóre fragmenty roślin są tylko szkicami narysowanymi konturowo, inne odtworzone są bardzo szczegółowo. Wierność przedstawianych detali i mnogość szczegółów jest zadziwiająca. Czasem rośliny są stylizowane albo doprowadzone do form niemal abstrakcyjnych, ornamentalnych. Mając to wszystko na uwadze, zaczynamy rozumieć, czemu miały służyć te studia i portrety roślin, wykonane najczęściej ołówkiem. Były one podstawą do tworzenia później dzieł doskonałych i skończonych. Ot, choćby pastelowe projekty, które posłużyły do wykonania polichromii w Kościele Franciszkanów czy różnego rodzaju detale graficzne, jak winiety, ilustracje do gazet czy okładki dzieł literackich artysty. Pracując nad Zielnikiem, dzielił się spostrzeżeniami z Lucjanem Rydlem. Fragment z listu najlepiej obrazuje fascynację Wyspiańskiego światem otaczającej go przyrody: Malwy, dziewanny, co to za cudne rośliny! Jakie to strzeliste kształtów pędy, jakie to żywe, rozmowne kwiaty. Najbujniejsze tych kwiatów krzaki powyrywałem z łąk i skał pod Bielanami i snop cały przyniosłem do siebie.

„Słonecznik” 1896 r. papier, ołówek 21 x 17,1 cm

Poeta, nie botanik
Jak bardzo byli zafascynowani twórczością przyrodniczą Wyspiańskiego późniejsi botanicy, z żyjącym już w naszych czasach profesorem Władysławem Szaferem! Ten pierwszy badacz Zielnika pisał w swojej książce: zdumiała i zachwyciła mnie ich [wizerunków roślin] dokładność i prawda. W innym miejscu profesor komentował podpisy pod rysunkami: Tak jak w nazywaniu roślin nie respektował nomenklatury ani naukowej, ani nawet ludowej, tak przy opisach nie krępował się Wyspiański żadnymi zgoła prawidłami opisowej botaniki. Rzeczywiście, Wyspiański, nie używał nazw botanicznych. Wymyślał nazwy własne, tworzył prywatną "nomenklaturę". Był wszak artystą i po swojemu obcował z roślinami. Tym bardziej, że szkicował na własny użytek, a nie dla publikacji w dziełach naukowych. Jako znakomity malarz miał pamięć wzrokową i takie opisywanie ułatwiało mu korzystanie z Zielnika. Jako poeta własnymi słowami opisywał świat. Warto przytoczyć kilka z tych fantazyjnych nazw. Krwawnicę łąkową nazwał warkoczem amarantowym, rzepika pospolitego warkoczem żółtym. Dla łuskiewnika stosuje nazwę wilcze łyko, choć jest to nazwa gatunkowa wawrzynka wilczełyko. Podobnie jest z nazwą użytą dla szałwii łąkowej - trzewiczki Matki Boskiej. A przecież jest to nazwa ludowa dla tojadu, którego piękne kwiaty rzeczywiście przypominają maleńkie szafirowe buciki. Wyspiański wyjątkowo posługuje się nazwami potocznymi, ludowymi, np. borówka. Badaczom botanikom udało się zidentyfikować i określić przynależność do konkretnego rodzaju i gatunku większość roślin utrwalonych przez Wyspiańskiego w Zielniku. To prawie 90 gatunków. Kilka z nich się powtarza. Tylko kilka kart nie zostało zidentyfikowanych. Dziwi brak traw na rysunkach, choć artysta miał ich wiele wokół siebie, choćby na nadwiślańskich łąkach. Wyspiański bardzo pracowicie opisywał i komentował swoje rysunki, teksty znajdujemy nie na osobnych kartkach, lecz tuż obok szkiców, nawet między poszczególnymi elementami roślin. Duża litera "S" w akapitach nowych zdań opisów roślin bardzo przypomina tę z sygnatury "SW", którą artysta podpisywał wszystkie swoje obrazy.

„Dziewanna” 1896 r. papier, ołówek 21 x 16,9 cm
 

Wystawa kompletna
Bardzo dobrym pomysłem autorów wystawy było uzupełnienie rysunków z Zielnika współczesnymi fotografiami tych samych roślin, w wielu przypadkach wykonanych w tych samych miejscach, gdzie znajdował je Wyspiański! Pomysłodawcą i autorem wielu zdjęć jest Łukasz Woźniak, także inni fotograficy krakowscy. Wystawa została wzbogacona akcesoriami, sprzętem i siatkami do zbiorów roślin w terenie, jakimi posługują się botanicy do dziś. Obok nich umieszczono kilka tradycyjnych kart zielnikowych roślin, które rysował Wyspiański. Artysta chciał wydać swój Zielnik jako "studium roślin stylizowanych, a materiałów dla celów zdobnictwa dekoracyjnego". Należy żałować, że to się Wyspiańskiemu nie udało. Dopiero w Roku Wyspiańskiego, w stulecie jego śmierci, częściowo zrealizowano ten zamysł. Z okazji wystawy Muzeum Narodowe w Krakowie wydało katalog, prezentujący trzydzieści wybranych reprodukcji kart Zielnika, współczesne fotografie oraz spis wszystkich kart szkicownika. Dodatkowo powstała płyta CD z ilustracjami wszystkich odnalezionych do tej pory kart Zielnika. Większość z nich znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. A co ma Zielnik Wyspiańskiego do farmacji? - może ktoś zapytać. Rzeczywiście, artysta zachwycając się otaczającą przyrodą i rysując podkrakowskie rośliny, nie myślał o ich znaczeniu użytkowym, leczniczym. Fascynujące były same kształty i subtelne detale roślin, które pobudzały jego wyobraźnię i służyły dalszym pracom. Stworzył jednak przy tym piękne wizerunki wartościowych roślin leczniczych, które dla fitoterapeuty i farmaceuty mogą być niezwykle inspirujące. W kolejnych numerach PANACEI pokażę przykłady tych roślin z Zielnika, które we współczesnej terapii mają swoje ugruntowane miejsce oraz tych, które dawniej powszechnie wykorzystywano jako surowce lecznicze.

dr farm. Krzysztof Kmieć

W pracy nad artykułem korzystałem z materiałów zawartych w katalogu wystawy, autorstwa Alicji Zemanek, Wacława Bartoszka, Magdaleny Świszczowskiej-Piegdoń.

Dr farm. Krzysztof Kmieć jest pracownikiem Katedry Farmakognozji Wydziału Farmaceutycznego UJ. W latach 2002-2005 członek Senatu UJ. Zajmuje się roślinami leczniczymi, ich historią w rozwoju terapii. Interesuje się zwłaszcza właściwościami leczniczymi kasztanowca oraz jego znaczeniem w sztuce i architekturze. Twórca ponad 2300 ekslibrisów o tematyce farmaceutycznej, medycznej, przyrodniczej, religijnej, orientalnej, muzycznej, górskiej. Wyróżniony honorowym tytułem Pasjonat Farmacji 2003 oraz medalem Ignacego Łukasiewicza PTFarm.



adres tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=2214