panacea.pl

:: Zakątek dzikiego bzu
Panacea Nr 3 (16), lipiec - wrzesień 2006, strona: 35


Zakątek dzikiego bzu

Pielęgnowanie tradycji to szczególnego rodzaju umiłowanie tego, co było. Na tym fundamencie buduje się umysłową kondycję całego społeczeństwa. Bez wiedzy minionych epok, bez nieustannego pytania o źródło, bylibyśmy jak usychająca roślina bez korzenia.
To przesłanie, wzywające do pamięci o tradycji, do dbania o nią, do gorliwości w jej pielęgnowaniu, odnalazłem w obrazie Jana Stanisławskiego (*1860 †1907), malarza Młodej Polski, wybitnego profesora krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych na przełomie XIX/XX w. Obrazy Stanisławskiego to malutkie (co do rozmiaru płótna) arcydzieła malarstwa polskiego. Niczym kadry filmu opowiadają o zachwycie artysty nad pejzażem, nad roślinnością. Często pojawiają się w nich topole (Topole nad wodą 1900), bzy (Dziki bez 1885) czy bodiaki, jak zwyczajowo w Krakowskiem nazywano osty (Bodiaki 1897). Te opowieści zaskakują swą trafnością kolorystyczną, adekwatnością co do barw natury. Impresjonistyczne podejście ewoluuje ku ekspresyjnej formie osobistego wyrazu artysty. Jan Stanisławski nie jest detalistą w odtwarzaniu szczegółów. Widać w tej twórczości przede wszystkim pragnienie uchwycenia tej pierwotnej, zmysłowej formy, z jaką pejzaż oddziałuje na człowieka. Każdy skrawek otaczającego nas świata posiada swoisty, odrębny ładunek emocjonalny. Te emocje, wyrażone w malarstwie Stanisławskiego, wprowadzają widza w szczególną atmosferę, budowaną przez zestawienia wyszukanych kolorów (tonów ogólnych), z szybką decyzją na małe, jaskrawe plamy. One zawsze coś oznaczają – na przykład domy, kapliczki, kwitnące rośliny, które wyłaniają się z otaczających mas koloru, budującego wspaniałą harmonię naturalnego światła i atmosfery dnia.
W roku 1885 artysta maluje Dziki bez. Tytułowa roślina wkomponowana jest w narożnik starego domu, umieszczonego w typowym polskim krajobrazie wiejskim. Artysta świadomie wybiera dziki bez (Sambucus nigra) na głównego bohatera swojego obrazu, w którym pejzaż z wiatrakiem na horyzoncie i obdrapany mur istnieją tylko jako tło, tzw. tylny plan.
Dlaczego krzew dzikiego bzu? Odpowiedzi należy szukać w folklorze, którym cała polska inteligencja przełomu wieków była tak bardzo zafascynowana, w ludowych obyczajach i w wiedzy leczniczej, przekazywanej od pokoleń. W XIX w. ludzie radzili sobie w sprawach zdrowotnych przede wszystkim poprzez samoleczenie, korzystając z wiedzy przodków. Czy ten stary fragment domu w obrazie Stanisławskiego nie powinniśmy odczytywać jako swoistą alegorię? Jako dom tej wiedzy, tradycji, przeszłości i pamięci?! W zacnym ludowym dbaniu o zdrowie dziki bez był nazywany „kompletną apteczką” - ze względu na swe wszechstronne właściwości terapeutyczne i profilaktyczne. W XVII w. był podstawowym lekiem wykrztuśnym na kaszel. W XVIII w. woda z kwiatów dzikiego bzu była cenionym środkiem wybielającym skórę. Bez dziki nazywany jest bzem lekarskim lub czarnym (od łacińskiego nigra w nazwie). Każda część rośliny jest wykorzystywana leczniczo: kwiaty, liście, kora czy dojrzałe jagody zbierane jesienią, z których w czasach, gdy nie importowano jeszcze owoców w okresie zimowym, sporządzano wina i syropy, stosując je zapobiegawczo przeciw zimowym przeziębieniom.
W bogatej symbolice bzu jest gorliwość i pilność. To pomaga zrozumieć zamierzoną celowość dzieła Stanisławskiego! Musimy być gorliwi i pilni w odczytywaniu przeszłości, w zrozumieniu minionych czasów. One są pokarmem dla ducha. Jak nalewka z owoców bzu, wzmacniają nas na dni jeszcze nie znane. Świadomi wiedzy, jaką posiadali nasi przodkowie, budujemy naszą tożsamość, wiedzę o nas samych. To wszystko przekazuje nam zwykły krzak dzikiego bzu, wyrastający z fundamentu starej budowli. Budowli naszych dziadów i pradziadów.

Tymoteusz Andrearczyk

Autor jest magistrem filozofii (Instytut Filozofii UAM w Poznaniu 2003) i sztuki (Wydział Malarstwa i Grafiki ASP Gdańsk 2005).




adres tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=220