Home Szukaj Regulamin Kontakt
Menu główne
Strona główna
Prenumerata
Regulamin
Kontakt
Szukaj
Labofarm
IWLF Labofarm
Działy artykułów
Aktualności
Apiterapia
Aromaterapia
Badania
Badania kliniczne
Badania laboratoryjne
Centrum Fitoterapii
Człowiek i natura
Dermatologia
Dodatki żywnościowe
Edukacja
Felieton
Forum Aptekarskie
Herbarium
Historia
Historia i tradycja
Informacja naukowa
Informacje
Kosmeceutyki
Kosmetologia
Kultura
Kwiaty
Monografie roślin leczniczych
Natura i literatura
Natura i sztuka
Naturalne stanowiska
Nauka
Nauka i terapia
Nowości
Nutraceutyki
Od wydawcy
Ogrody
Ogrody botaniczne
Opieka farmaceutyczna
Opinie
Osobliwości
Owoce
Perspektywy
Pielęgnacja
Poczet wielkich fitoterapeutów
Podróże
Polemiki
Prace badawcze
Prawo
Problemy zdrowotne
Przyroda
Rośliny lecznicze
Rośliny niebezpieczne
Rynek
Stanowiska naturalne
Suplementy diety
Sztuka
Technologia
Terapia
Tradycja
Uprawy
Warzywa
Weterynaria
Wspomnienia
Wydarzenia
Z biblioteki
Z laboratorium
Zielarstwo
Zielnik
Zioła przyprawowe
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 4
Artykuły > Natura i literatura > Zioła w literaturze polskiej

Panacea Nr 1 (30), styczeń - marzec 2010 strony: 28-29

Zioła w literaturze polskiej

Świat roślin był zawsze wdzięcznym tematem dla literatury. Przywoływane w dziele literackim rośliny pełniły różne funkcje. Czasami tylko ornamentacyjne, dekoracyjne. Czasami były tylko atrybutami sielskiego obrazu. Często pojawiały się też jednak jako metafora oddająca stan umysłu człowieka, jego emocje, uczucia lub jako symbol.

* * *

Dąb i sosna to uznane w fitoterapii drzewa, dostarczające cennych surowców leczniczych. Dość wspomnieć korę dębu o wielorakich zastosowaniach, pąki i młode pędy sosny, także jej korę. Te drzewa przywołuje się jednak w polskiej literaturze nie tylko dla pożytków, jakie przynoszą człowiekowi. Stały się znakami polskiego krajobrazu a przez to swego rodzaju skrótem myślowym, projektującym w wyobraźni bliskie sercu obrazy. U Edwarda Słońskiego (*1872 †1926), zapomnianego dziś niesłusznie poety-legionisty, spotykamy żarliwą antytezę zachwytu nad krajobrazem włoskim, neapolitańskim, wyrażonego w słynnej pieśni Johanna Wolfganga Goethego (*1749 †1832) Kennst du das Land (w znanym tłumaczeniu Mickiewicza Znasz-li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa…). U Słońskiego czytamy: Ja znam ten kraj, gdzie nie cytryny rosną, nie pyszny laur, nie wonny mirt rozkwita. Ja znam ten kraj, gdzie dąb rozmawia z sosną pod cichy szum falującego żyta… W poemacie Beniowski Juliusza Słowackiego (*1809 †1849) dąb usychający, choć szumiący jeszcze na wietrze obumierającymi liśćmi, zda się jak człowiek rzucony z dala od ojczyzny, jak człowiek, który swemu krajowi daje pół duszy. Tak jak szpetny, umierający, straszący bezlistnymi konarami dąb, taki człowiek będzie miał w sercu władzę odpychania ludzi – a węże się doń zbiegać będą. Utyje kiedyś na chlebie wygnania i nieszczęśliwe dzieci go obsiędą. Bo piękno jest w zieleni, w młodych pędach i liściach, których drzewo, wyrwane ze swego rodzimego lasu, więcej nie wyda. Wyidealizowana sosna pojawi się u innego tułacza, Teofila Lenartowicza (*1822 †1893), który równie żarliwie świadczył: nasz ubogi naród w serdecznej zadumie ojczyste głosy słyszy nawet w sosen szumie i w tej przeciągłej pieśni iglastego drzewa odgadnie, że to matka ojczyzna mu śpiewa… W innym miejscu wyraża to jeszcze dobitniej: Szumi bór, szumi las, sosna rośnie smolna, zboża nic, piasku w pas, ale dusza wolna… Podobną idealizację rodzimości spotykamy u Kazimierza Brodzińskiego (*1791 †1835), tym razem w opozycji do krajobrazu hiszpańskiego: Już wy mnie nie znęcicie, hesperyjskie gaje. Bez żalu wasz hołdownik z wami się rozstaje […]. Czulej w naszej północy kochają swą ziemię, choć tam skąpiej natura posaży swe plemię […]. Więc zwiastunki północy, wy jodły i sosny, drzewa mojej ojczyzny, witam was radosny… Hesperyjskie gaje, czyli Hesperydy, lasy liściaste Gór Iberyjskich, to także przede wszystkim dęby i sosny, ale nie tak urokliwe i bliskie sercu jak zwiastunki północy, która tu oznacza Polskę. Kiedy zaś mowa o gajach, to otwiera się cały ciąg skojarzeń. W tradycji polskiej gaj jawi się jako rodzaj arkadii, miejsca szczęśliwego dla człowieka, jakby pierwowzór biblijnego raju. U Artura Oppmana (*1867 †1931) ogród i gaj to synonimy szczęścia, to twoja ojczyzna, którą tu należy rozumieć głębiej, jako ojcowiznę, wysublimowaną swojskość. Polski gaj jest zwykle brzozowy, co podkreśla jego wieloraką pożyteczność dla człowieka. Sok, liście i pączki brzozy od wieków stosowane były w ludowej medycynie, sięga po nie także współczesna fitoterapia. W tradycji ludowej brzoza była drzewem życia, płodności, symbolizowała piękno i pierwiastek żeński w naturze. Oznaczała też swojskość, rodzimość, do której tęskni wygnaniec, jak w apostrofie wspomnianego Teofila Lenartowicza, gdzie gałązeczka drobna wyraźnie nawiązuje do brzozy o opadających, drobnych gałązkach: Gaju, gaju w naszym kraju, gałązeczko drobna […], czy już tyle naszej Polski, co liścia w jesieni? W Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza (*1798 †1855) idylliczny, swojski dwór soplicowski, dokąd się przyjeżdża, by się nadyszyć ojczyzną, stoi we brzozowym gaju. Gaj wysłany murawą wydaje się Hrabiemu, obdarzonemu niezwykłą wyobraźnią i duszą artystyczną, jakąś krainą szczęśliwości, Elizjum, krainą zmarłych ludzi, których cienie snują się niby duchy błądzące po księżycu. W świecie realnym ten brzozowy gaj jest jednak przede wszystkim bogatym zbiorowiskiem różnorodnych, pożytecznych dla człowieka grzybów, zaś „elizejskie postacie” to grzybiarze, domownicy i goście sędziego Soplicy, którzy wczesnym rankiem, o rosie, wyszli na grzybobranie. W Panu Tadeuszu jest też wielka tęsknota do drzew ojczystych, symbolizowanych przez gaj Mendoga pod farnym kościołem. Tęsknota do drzew pożytecznych a ukochanych, starych dębów i lip, kojarzących się z powszechnie ze stosowanymi przez człowieka naparami i wyciągami z kwiatostanów. Także drzew „świętych”, z których wykonywano nie tylko ludowe świątki, ale i ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim. Więc i lipę czarnolaską […] na głos Jana czułą, przywołuje wieszcz z dalekiego Paryża, bo ta lipa była natchnieniem dla Jana Kochanowskiego, tak jak dla Fryderyka Chopina natchnieniem były wiejskie gaje, jak to czytamy w poezji Kazimierza Przerwy-Tetmajera (*1865 †1940). Dla Słowackiego lipa sławnego Jana to dla nas, Polaków, jak Partenon grecki. A przypomnijmy, że Partenon to grecka świątynia Ateny Partenos, czyli Dziewiczej, więc czystej, niewinnej, doskonałej. Trzeba wreszcie powiedzieć o polskim gaju magicznym, świętym, obrzędowym, który się datuje od niepamiętnych czasów, a który znamy przede wszystkim z przekazów XIX-wiecznych i z licznych nawiązań literackich. Pod koniec Wielkiego Postu lub w okresie Wielkanocy dziewczęta chodziły po wsi z gaikiem – ustrojoną gałązką sosny, cenionej wiosną dla młodych, szybko rozwijających się pąków i pędów, był to bowiem obrzęd mający zapewnić szybki wzrost i urodzaj, odprawiany na początku roku wegetacyjnego, z nadejściem oczekiwanej wiosny. Radości z cudu natury, polegającego na corocznym odradzaniu się tego, co zdawało się już martwe zimą, towarzyszyły życzenia urodzaju, hojności natury, obfitości Bożych darów. Bodaj najbardziej kapryśną i niejednoznaczną figurą literacką ze świata polskich roślin był zawsze głóg. Ceniony surowiec leczniczy, składnik niezliczonych preparatów i mieszanek nasercowych, pojawiał się w literaturze i sztuce najczęściej jako symbol lub metafora, odnoszące się do trudów codziennego, ziemskiego bytowania człowieka. Metaforyczne głogi są często cierniste, jak prawdziwa gałązka tego krzewu. Stąd już proste skojarzenie z kolcami i trudami, których nam życie nie szczędzi. To wszystko sprawia, że głóg, mimo swych pożytków, bywa metaforą bezdroży, zagubienia, lęku przed nieznanym. Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu zalicza głóg, razem z kaliną, jeżynami i malinami, do dziatwy leśnej, bo czymże głóg czy kalina przy starych dębach puszczy litewskiej? Doprawdy, jest to dziatwa, boć przecie ni to krzewy, ni drzewa. Ta dziatwa zasługuje jednak na ludzki szacunek przez swoje odwieczne trwanie obok człowieka i przez liczne pożytki, które mu przynosi. U Fryderyka Schillera (*1759 †1805), tłumaczonego chętnie w XIX w. i później na język polski, kobiety tkają niebiańskie róże w życia głogi. Nasze życie, naznaczone grzechem pierworodnym, nie jest bowiem niebiańskim rajem, lecz tylko wielką tęsknotą do raju, do Boga i do ładu, który trudno nam odnaleźć w ziemskiej wędrówce. Jednak Leopold Staff (*1878 †1957) widział w pospolitych polskich krzewach, głogu i tarninie, symbol niezmienności i trwania, nawet w czasach katastrof i pożogi:

Kiedy pożarem nasza ziemia cała
Niby ognisty krzak męki gorzała,
Patrząc, jak dzika śmierć lud jej przerzedza:
Jedno jedyne ocalało – miedza,
Na której dziki dziś głóg i tarnina
Odkwita niby pamięć, co wspomina
Pokój...

Piotr Szubarczyk



Najczęściej czytane
Zioła na choroby...
Fitoterapia w cho...
Ruszczyk kolczast...
Reumatoidalne zap...
Selen - pierwiast...
Lucerna - niedoce...
Nadciśnienie tę...
Propolis, mleczko...
Mniszek lekarski
Rośliny leczą b...
Pomarańcza
Wąkrota azjatyck...
Kora dębu i dęb...
Polifenole rośli...
Forum Naukowe W G...
Ostropest plamist...
Zioła na dziecie...
Czosnek - Antybio...
Zioła dla niemow...
Rumianek
Reklama
IWLF Labofarm Centrum Fitoterapii Panacea na poczcie
Nasze leki
IWLF Labofarm IWLF Labofarm IWLF Labofarm
Facebook Panacea
© 2005-2019 Panacea.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.