Home Szukaj Regulamin Kontakt
Menu główne
Strona główna
Prenumerata
Regulamin
Kontakt
Szukaj
Labofarm
IWLF Labofarm
Działy artykułów
Aktualności
Apiterapia
Aromaterapia
Badania
Badania kliniczne
Badania laboratoryjne
Centrum Fitoterapii
Człowiek i natura
Dermatologia
Dodatki żywnościowe
Edukacja
Felieton
Forum Aptekarskie
Herbarium
Historia
Historia i tradycja
Informacja naukowa
Informacje
Kosmeceutyki
Kosmetologia
Kultura
Kwiaty
Monografie roślin leczniczych
Natura i literatura
Natura i sztuka
Naturalne stanowiska
Nauka
Nauka i terapia
Nowości
Nutraceutyki
Od wydawcy
Ogrody
Ogrody botaniczne
Opieka farmaceutyczna
Opinie
Osobliwości
Owoce
Perspektywy
Pielęgnacja
Poczet wielkich fitoterapeutów
Podróże
Polemiki
Prace badawcze
Prawo
Problemy zdrowotne
Przyroda
Rośliny lecznicze
Rośliny niebezpieczne
Rynek
Stanowiska naturalne
Suplementy diety
Sztuka
Technologia
Terapia
Tradycja
Uprawy
Warzywa
Weterynaria
Wspomnienia
Wydarzenia
Z biblioteki
Z laboratorium
Zielarstwo
Zielnik
Zioła przyprawowe
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 4
Artykuły > Natura i literatura > Zioła w literaturze polskiej

Panacea Nr 4 (25), październik - grudzień 2008 strony: 30-31

Zioła w literaturze polskiej

Świat roślin był zawsze wdzięcznym tematem dla literatury. Dość przypomnieć klasyczną figurę stylistyczną, nazywaną porównaniem homeryckim, od wielkiego Homera (VIII wiek przed Chr.), twórcy klasycznych eposów, literackich prawzorów, Iliady i Odysei. To porównanie polegało na tym, że jego drugi człon rozrastał się w samodzielny opis lub epizod, będący często pięknym obrazem przyrody. Takie porównania przetrwały w literaturze wieki, a licznych przykładów dostarcza choćby Pan Tadeusz Adama Mickiewicza (*1798 †1855), dzieło z lat 30. XIX w. Przywoływane rośliny w dziele literackim pełniły różne funkcje. Czasami tylko ornamentacyjne, dekoracyjne. Czasami były tylko atrybutami sielskiego obrazu, na przykład w literaturze rokokowej czy sentymentalnej. Często pojawiały się też jednak jako metafora oddająca stan umysłu, emocje, uczucia (słynna rozdarta sosna z Ludzi bezdomnych Stefana Żeromskiego). Znamy też jednak liczne przykłady przywoływania roślin po to, by ukazać ich użyteczność dla człowieka – czy to jako surowców roślinnych, wręcz leków, czy po prostu jako znakomitych przypraw kuchennych albo surowców barwierskich, z których wyrabia się niepowtarzalne i trwałe barwniki. Przyjrzyjmy się takim przywołaniom, obrazującym dużą wiedzę i kulturę medyczną czy kulinarną, związaną z tradycyjnym polskim zielarstwem, które dziś odradza się na naszych oczach, otwierając – dzięki naukowym analizom przydatności poszczególnych surowców roślinnych w terapii i w przemyśle spożywczym – nowe, nieznane wcześniej perspektywy.

Barokowy poeta Zbigniew Morsztyn (*ok. 1620 †ok. 1690) sławił sarmackie potrawy i „zaprawy” (przyprawy) do nich, które pozwalały naszym przodkom długo żyć i cieszyć się dobrym zdrowiem. Przeciwstawia je współczesnym mu pigułkom i proszkom z apteki: Suchar i wędzonka to sarmackie potrawy, czosnek, rzodkiew, cebula to wszystkie zaprawy. Te na wszystkie choroby doświadczone leki. Nie jadali pigułek, nie znali apteki ni proszków, ni julepków starzy Sramatowie, a żelazne przy sercu lwim miewali zdrowie.

Współczesny mu Bartłomiej Zimorowic (*1597 †1677) zachwycał się rozkwitającą czeremchą Padus avium i równie pięknymi, kwitnącymi trześniami, czyli czereśniami. Te pierwsze były cenione i wielorako wykorzystywane w ziołolecznictwie ludowym. Ich kwitnące piękno jest tak zachwycające, że może nie doczekać owocu: Pięknie kwitnie czeremcha, pięknie kwitną trześnie, dlatego ich, co żywo, szarpa w pierwszej wieśnie. Kwiat zwiędnie, smakowitej nie dojdzie jagody. Każdy pragnie kwiateczki rwać z młodej urody. Co się wszystkim podoba, rzadko w cale bywa. Smaku ten nie skosztuje, co pierwszy kwiat zrywa. Jak widać, w czasach Zimorowica wiosnę w wazonie witały nie bazie, lecz zachwycające czeremchy i czereśnie. Owoc czereśni, za którym tęskni Zimorowic, występuje często w poezji jako metafora dojrzewającej kobiecości, jej urody, niestety przemijającej, bo wszytkie jakże wcześnie starość powoła do szeregu, tak lube jako zgniłe trześnie lub grosz, co wyszedł już z obiegu – jak w piosence Rozalia średniowiecznego barda francuskiego Françoisa Villona (*1431 †1463), przypomnianej nieoczekiwanie po wiekach przez jeden z polskich zespołów rockowych.

Zakochany w Polsce i przeżywający wciąż od nowa tragedię rozbiorów Kazimierz Brodziński (*1791 †1835) w wierszu Marzenie snuje pod przymkniętymi powiekami idylliczny obraz kraju wydobytego z opresji. Sen jest tak piękny, że człowiek gotów dla niego nawet niebo opuścić. W tym śnie atrybutem szczęśliwego życia, zgodnego z tradycją polską, stają się chmiel i pszczoły, które rzeźwią gościnne biesiady. Nie wiadomo tylko, czy to tradycyjne zażywanie miodu mieściło się w kanonach apiterapii. Podobne wątpliwości budzi też chmiel…

W Panu Tadeuszu na długich ramionach sernicy w Soplicowie suszyły się nie tylko sery, także pożyteczne zioła lecznicze, soplicowska apteka: Wkoło zaś wahały się suszące się snopy szałwiji, benedykty kardy, macierzanki, cała zielna domowa apteka Wojszczanki. Wymienione rośliny były w tej „aptece” córki pana Wojskiego szczególnie cenione. Szałwia, nazywana w Europie ambrozją, była zarówno popularnym środkiem antyseptycznym, jak i przyprawą (z liści). Uważano, że odnawia siły witalne i przedłuża młodość. Macierzanka miała różnorakie właściwości lecznicze (grzybobójcze, odkażające, przeciwreumatyczne) i była dobrze znana. Drapacz, czyli benedykta (błogosławiona) karda miała pomagać w chorobach serca.

Arabski aloes (Aloë) przywołany jest w Panu Tadeuszu w kontekście ironicznym, Telimena i Hrabia zachwycają się bowiem snobistycznie cudzoziemskimi gajami, w których rosną pomarańcze, cyprysy, oliwki, migdały, kaktusy, aloesy, nie dostrzegają jednak piękna przyrody ojczystej, na co zwraca im uwagę Tadeusz, pokpiwający z aloesu o długich jak konduktor pałkach. Przy okazji dowiadujemy się, że widział aloes (pewnie drzewiasty) w botanicznym wileńskim ogrodzie. Nie mamy wątpliwości, że Tadeusz patrzy oczyma samego Mickiewicza, który na pewno ten ogród widział. Pierwszym polskim ogrodem botanicznym był Królewski Ogród Botaniczny przy Szkole Lekarskiej w Grodnie, założony przez francuskiego botanika i lekarza Jana Emanuela Giliberta na polecenie króla Stanisława Augusta w roku 1777. Pięć lat później, a 16 lat przed narodzinami Adama, ten sam Gilibert utworzył ogród botaniczny przy budynku Collegium Medicum Uniwersytetu Wileńskiego. Gdy Adam dorastał, ten ogród był już bardzo sławny.

Zupełnie inny jest kontekst dla aloesu u Juliusza Słowackiego (*1809 †1849). W przejmującym Testamencie moim, tak sugestywnie cytowanym później przez Aleksandra Kamińskiego w Kamieniach na szaniec, przyjaciele poety biedne [jego] serce spalą w aloesie i tej, która mi dała to serce, oddadzą… W poemacie Lambro Słowackiego Egipcjanin w liście z aloesu obwija zwiędłe umarego serce […]. Chociaż w tym liściu serce nie ożyje, lecz od zepsucia wiecznie się zachowa, w proch nie rozsypie… To oczywiście przede wszystkim piękna metafora, dotycząca trwałości idei i myśli, zamkniętych w sercu - na dnie, w warstwie realnej nawiązująca jednak do pewnych właściwości liści aloesu, wykorzystywanych w afrykańskiej i arabskiej tradycji ludowej do odkażania i do balsamowania zwłok. W Epilogu do Pana Tadeusza pojawia się ruta (Ruta graveolens), która w tradycji ludowej od wieków była uważana za afrodyzjak. Romantyczny poeta, odnajdujący w tradycji i pieśni ludowej prawdę życia, marzy o droższym mu niż laur Kapitolu zwykłym wianku osnutym rękami wieśniaczki, z modrych bławatków i zielonej ruty.

W sławnym poemacie Juliusza Słowackiego Ojciec zadżumionych, zaczynającym się od pamiętnej oktawy Trzy razy księżyc odmienił się złoty, jak na tym piasku rozbiłem namioty, dromadery karmią się nadmorskimi ajerami. Do ajeru porównał też Słowacki swoją słynną bohaterkę Goplanę, która na słońca promyku wytryska z wody […] jak powiewny liść ajeru. Ajer to zapomniana już dziś nazwa tataraku zwyczajnego Acorus calamus, który kojarzy się nie tylko z najazdami tatarskimi na polskie ziemie (stąd tatarskie ziele), lecz także ze środkiem odkażającym i lekiem na choroby układu pokarmowego.

Zakończmy pierwszą część tych wypisów z literatury jeszcze raz Mickiewiczem. Moim zdaniem, przywołana wyżej scena rozmowy o malarstwie, o krajobrazie polskim i włoskim, jest we fragmencie odautorskiej refleksji naszego wieszcza najbardziej zachwycającą afirmacją rodzimej natury, którą trudno porównywać z jakimkolwiek innym opisem. Oto las polski, pełen pożytecznych, a przy tym zniewalających swą urodą roślin:



Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem,
Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem,
Leszczyna jak menada z zielonymi berły,
Ubranymi jak w grona, w orzechowe perły;
A niżej dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin,
Ożyna czarne usta tuląca do malin.
Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce,
Jak do tańca stojące panny i młodzieńce.
Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona
Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona,
Wysmukłością kibici i barwy powabem:
Brzoza biała, kochanka, z małżonkiem swym grabem.
A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki
Patrzą siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki,
Tam matrony topole i mchami brodaty
Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty…

Piotr Szubarczyk

Kontynuacja w następnym numerze


Najczęściej czytane
Zioła na choroby...
Fitoterapia w cho...
Ruszczyk kolczast...
Reumatoidalne zap...
Selen - pierwiast...
Lucerna - niedoce...
Nadciśnienie tę...
Propolis, mleczko...
Mniszek lekarski
Rośliny leczą b...
Pomarańcza
Wąkrota azjatyck...
Kora dębu i dęb...
Polifenole rośli...
Forum Naukowe W G...
Ostropest plamist...
Zioła na dziecie...
Czosnek - Antybio...
Zioła dla niemow...
Rumianek
Reklama
IWLF Labofarm Centrum Fitoterapii Panacea na poczcie
Nasze leki
IWLF Labofarm IWLF Labofarm IWLF Labofarm
Facebook Panacea
© 2005-2019 Panacea.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.